[Opowiadanie] Dziennik Erazma (autorzy: Veasly, Ezraholic)

yakamoz

Zespół Grepolis
dziennik.png

Autor: Veasly
Data: 5 grudnia 2013

Zapiski z dziennika Erazma

Nazywam się Erazm, jestem geologiem i podróżnikiem. Wraz z oficerami najwyższego stopnia, Eraklesem i Heliodorem oraz ich armią, do której zalicza się 50 statków wypełnionych po brzegi gotowymi do walki żołnierzami, wyruszyliśmy w podróż. Na naszych pokładach znajdują się także Gorgony - skrzydlate istoty o wielkich szponach, które pokonają każdą przeszkodę i pomogą nam przedostać się na kontynent zwany Maratonem. Maraton jest znany nam tylko z opowieści starców i weteranów wojennych - podobno znajdują się tam niezliczone ilości srebra i złota, a nazwa kontynentu pochodzi od niezwykle szybko płynącego tam czasu. Jednak Gorgony powiadają także o Landonie, synu Forkosa, który wiecznie czuwa i dysponuje potężną siłą. Według nich, jest on w stanie zmieść każdego, kto stawi mu czoła. Pisanie tego rękopisu w tych warunkach będzie wyjątkowo żmudnym zadaniem, zważając na liczne deszcze i sztormy, które nasilają się wraz z oddalaniem się od naszego domu, Grecji.

Początek podróży na Maraton - Erazm Valerian II - VII w. p.n.e.

Notatki z pierwszego dnia podróży

Od naszego wypłynięcia minął już pełen dzień. Jesteśmy wciąż na morzu, lecz po drodze napotykamy małe wyspy, na których jest wiele nieznanych nam gatunków roślin i przedziwnych istot - od pięknych, śpiewających ptaków, po groźne szablozębne wilkołaki, straszące nas swoim groźnym skomleniem. Niedługo znajdziemy miejsce, gdzie rozbijemy swoje obozowisko i przenocujemy w celu odpoczynku i obserwacji nieznanych nam dotąd terenów. Jest z nami również sławny grecki biolog, Hekarim, którego zadaniem jest stworzenie jak największej księgi, opisującej nowe gatunki roślin i zwierząt. Nie ufam mu, ponieważ podjął się tej podróży dla pieniędzy. Niech bogowie mają nas w opiece.

Fragment dnia pierwszego - Erazm Valerian II - VII w. p.n.e.

Dotarliśmy do pewnej wyspy, która na pierwszy rzut oka wygląda dosyć tajemniczo. Powoli zapada już zmrok, rozpalamy ogniska. Parę jednostek hoplitów wyruszyło na rozeznanie, a reszta została w obozowisku. Mimo długiej i wyczerpującej podróży, wszyscy są szczęśliwi. Żołnierze ostrzą swoje szable i zajadają się świeżo upieczonym mięsem. Wojsko ma zakaz picia rumu, żeby zachować świeży umysł na nieznanym terenie. Wypływamy jutro o samym świcie. Według nawigatorów dzielą nas już dwa zachody od Maratonu. Wszyscy jesteśmy podekscytowani, ale też przerażeni tym, co może spotkać nas na nieznanych wodach.

Koniec dnia pierwszego Erazm Valerian II - VII w. p.n.e.

Dzień drugi

Pomyślne wiatry i słoneczna pogoda sprawiły, że dotarliśmy wcześniej, niż przewidywaliśmy. W oddali widoczny jest cel naszej podróży, Maraton. Morze nagle ucichło i już nie niesie ze sobą cichych szeptów wiatru i wielkich fal. Uśmiechy znikły nagle ze wszystkich twarzy. Przerażenie, strach i prośby do bogów. Tak wyglądają ostatnie chwile przed postawieniem nogi na Maratonie. Nagle kapitan Heliodor krzyknął głośno "Cała naprzód!", budząc tym samym zahipnotyzowane wojsko, wpatrujące się w nieznaną wyspę...

Erazm Valerian II - VII w p.n.e. - dzień drugi, dotarcie na Maraton.
 
Ostatnio edytowane przez moderatora:

yakamoz

Zespół Grepolis
Odp: GreTime's opowiadania

Dziennik-Erazma-cz.-II.png

Autor: Veasly
Data: 14 grudnia 2013


Dzień drugi. Część II - Pierwsze kroki na Maratonie

Kapitan Erakles wydał polecenie zacumowania statków tuż przy brzegu. Na dzisiaj zaplanowane zostało zebranie, podczas którego mają zostać omówione plany. Każdy jest przerażony, a szczególnie oddział, który wyruszył chwilę temu na obserwację i zabezpieczenie terenu. Zbliża się zmrok, niebo stało się krwawe, bardziej krwawe niż gdziekolwiek indziej. Gorgony powiadały, że to przepowiednia. Oddział kawalerii, który wybrał się w celu przeczesania terenu, powinien niedługo wrócić. Nadchodzi moment zebrania, na którym zjawili się wszyscy. Kapitan Heliodor mówi o ewentualnych zagrożeniach i o zasadach, do których każdy musi się dostosować. Zebranie przerwały krzyki i potworne wycie. Wszyscy wybiegliśmy z miejsca obrad, a kapitan zarządził pełną gotowość do walki. W oddali była tylko ciemność.

194777__300-spartans-the-spartans-sparta-war-shields-spears-helmets-drawing_p.jpg

Wojsko stało z lancami w przód i chowało się za swoimi tarczami. Po ich policzkach spływał pot, a twarze były jakby skamieniałe. Potworne krzyki nagle ucichły, z ciemności wybiegł zdaje się jedyny żywy kawalerzysta, który został okropnie poraniony. Z jego relacji wynika, że za brutalną zbrodnią stał sam Ares. Wszyscy byli zmęczeni, jednak przeważał strach, który utrzymywał nas w pełni gotowości.

Erazm Valerian II - VII w. p.n.e.

Dzień trzeci. Obawy przed wyruszeniem.

Nasz kolejny dzień zaczął się nerwowo i dosyć hałaśliwie. Całe wojsko ruszyło w miejsce przeraźliwego mordu, a z nimi także ja i Hekarim, który po drodze opisywał i rysował roślinność. Dziwnym zjawiskiem było to, że na wyspie nie widać było ani jednego zwierzęcia. Po drodze znaleźliśmy krew i ślady wielkich jak ludzka głowa racic.

Hekarim krzyknął głośno: "Miej nas w opiece, Hadesie!", po czym rzekł po cichu do kapitana: "to ślady chimery!", czyli jednego z najstraszniejszych potworów, o którym pamięć dawno zanikła.

Chimera_by_josh_buchanan.jpg

Kapitan Erakles, niewzruszony tą informacją, rozkazał iść dalej. Chwilę później znaleźliśmy jaskinię, a w niej wielkie składowisko srebra, koron i najpiękniejszych klejnotów. Według Hekarima zostały stworzone przez cyklopów dla samej Afrodyty. W jaskini znajdowały się nie tylko skarby, ale także kości - ludzkie oraz zwierzęce. Mimo to Erakles wydał stanowcze polecenie zbioru łupów, a Heliodor ogłosił natychmiastowe opuszczenie wyspy po wykonaniu zadania. Kończyliśmy pakować skarby, gdy nagle usłyszeliśmy ten sam głośny ryk i krzyki. W pośpiechu ruszyliśmy w stronę obozu. Nad nami pojawiło się światło, które dawało nam znać, że bogowie czuwają i nas nie zawiodą.

Erazm Valerian II - VII w. p.n.e.
 
Ostatnio edytowane przez moderatora:

yakamoz

Zespół Grepolis
Odp: GreTime's opowiadania

Konkurs-Erazm.png

Autor: Ezraholic
Data: 12 stycznia 2014

Dzień V - Nasz ostatni?

Jeszcze nie wiem, co nas dzisiaj spotka, jednakże Hekarim nie wydaje się być dobrej myśli i cały czas zasiewa niepokój w sercach naszych wojowników strasznymi przepowiedniami. Powinno mu zależeć na dobrym samopoczuciu armii - o ile chce jeszcze otrzymać swoje monety. I ujść z życiem.

Zamieszanie, jakie panuje w obozie, ledwo pozwoliło mi znaleźć chwilę na krótki wpis w dzienniku. Być może, jeśli nasza misja się nie powiedzie, nasi następcy go znajdą i pamięć o nas przetrwa. Tymczasem słychać coraz wyraźniejsze ryki stwora. Nie jestem już pewny, czy to my polujemy na niego, czy on na nas. Żołnierze coraz bardziej się boją - nie śmierci, ale nieznanego. Bo jaką objąć taktykę wobec wroga, którego zna się tylko z podań i mitów, a którego na dodatek ma się nie zabić, a oswoić?

Bogowie, miejcie nas w opiece.

Fragment poranny, oczekiwanie na nieuniknione - Erazm Valerian II - VII w. p. n. e.

Pojawiła się. Była wielka i potężna niczym kilka taranów ustawionych jeden na drugim i obok siebie. Szerokością dorównywała rydwanowi bojowemu, a gdy rozłożyła skrzydła na całą ich długość, rycząc wściekle, przeraził mnie ich ogrom. Cała jej sylwetka była przytłaczająca - stwór o głowie lwa o gęstej, bujnej grzywie, ciele potężnej kozy i obłym ogonie węża stał przed szeregiem osłoniętych tarczami hoplitów, a mnie kazano wycofać się na tyły razem z Hekarimem. Erakles i Heliodor stali między swoimi żołnierzami, zagrzewając ich do boju przeciwko stworom i wydając rozkazy. Rozpoczęła się walka. Ziejącego ogniem stwora obsypał grad strzał naszych dzielnych łuczników i deszcz kamieni celnych procarzy. Stojący w pierwszych szeregach hoplici i szermierze mierzyli się z bestią, ale padali ranieni ostrymi pazurami, zębami niczym wygięte miecze i płomieniami. Gorgony walczyły zajadle, ale i wśród nich pojawiły się już straty zadane przez ich - potworne jak one same - rodzeństwo. Kawaleria i rydwany także miały swoje podejście, okrążywszy stwora zaatakowały z obu stron. Jednakże wtedy stwór poderwał się w powietrze, mocnymi uderzeniami wzbijając tumany piasku i kurzu, także stojący niedaleko musieli zasłaniać oczy i usta, by nie zadławić się i nie dać oślepić. Chimera ziała ogniem i skierowała się głębiej nad oddziały, coraz bliżej naszego niby bezpiecznego schronu. Zaczęliśmy uciekać wraz z Hekarimem, gdy tylko potwór skierował się w naszą stronę, ale było już za późno. Wielka racica zmiażdzyła czaszkę Hekarima, pozostawiając po niej na ziemi mokrą plamę, ale nie miałem czasu zwracać uwagi na większą ilość szczegółów, bowiem chimera złapała mnie kłami za ubranie i uniosła za sobą w powietrze. Gdy jeszcze znajdowaliśmy się niedaleko ziemi, usiłowałem się wyrwać, ale nie powiodło mi się. Przekląłem wytrzymałe materiały, z których zrobione były ubrania Iplikona. Wznosiliśmy się wyżej i wyżej, aż przestały nas dosięgać strzały łuczników. Stwór skierował się na najwyższe wzniesienie na wyspie, lot nie był długi. Podniosłem się z ziemi, gdy chimera mnie puściła. Obróciłem się w stronę potwora i zamarłem. U jego boku stała nieziemskiej urody kobieta, dzierżąca w dłoni łuk, z kołczanem na plecach i kaskadą ciemnych włosów. Trzymała rękę na boku chimery, zupełnie jakby była to oswojona klacz, i pogłaskała go delikatnie.

- Erazmie - przemówiła. - Bogowie byli łaskawi dla ciebie i twoich ludzi. Oto chimera, którą tak bardzo chcecie pozyskać w swoje szeregi. Będzie się ona słuchać ciebie i wyłącznie ciebie, nie przyda ci się przy niej żaden bat czy ostroga, bowiem znała będzie ona twoje myśli. Jednakże jest warunek, który musisz spełnić...

Tu nastąpiła część umowy, którą musiałem wypełnić, a której zdradzić mi nikomu nie pozwolono. Olśniony łaską bogini Artemidy dosiadłem stwora i chwyciwszy się jego bujnej grzywy, pozwoliłem, by zaniósł mnie z powrotem na pole walki. Chimera zaryczała triumfalnie, gdy zataczaliśmy krąg nad obozem. Z początku ludzie nie mogli uwierzyć, ja sam także jeszcze nie dowierzałem, ale po chwili wznieśli głośny okrzyk na moją cześć, który potoczył się echem po Maratonie.

Zebraliśmy naszych rannych ludzi, pogrzebaliśmy ciała i wraz z chimerą nie odstępującą mojego boku wróciliśmy na statki.

Znowu buja pokładem, ale morze i Posejdon zdają się być w dobrym nastroju - mamy pomyślne wiatry i w takim tempie już za dwa dni będziemy w domu, w Grecji.

Z darem Artemidy.

Z chimerą.

Zachód, powrót do domu - Erazm Valerian II - VII w. p. n. e.
 
Ostatnio edytowane przez moderatora:

yakamoz

Zespół Grepolis
Odp: GreTime's opowiadania

Dziennik-Erazma-III.png

Autor: Veasly
Data: 21 grudnia 2013

Dzień IV - Niepokój

Po powrocie kapitan Erakles i Heliodor udali się do namiotu, gdzie zapewne rozmawiają na temat planu ucieczki z wyspy. W naszych szeregach od kilku godzin panuje niepokój. Każdy z nas czeka na rozkazy kapitana. Rozsądek podpowiada nam, żeby jak najszybciej uciekać z wyspy, jednak kara za dezercję jest o wiele straszniejsza niż śmierć poniesiona w walce. Nie obawiam się śmierci, jedynie tego, co może nas przed nią spotkać. Po długich rozmowach Erakles wyszedł z namiotu i ogłosił nam co postanowili. Rzekł do nas spokojnym głosem:

"Wiem, że nie boicie się śmierci, dlatego zostaliście wybrani do tej podróży. Najlepsi z najlepszych. Ta wyprawa przyniesie wam chwałę na całym świecie, a każdy bóg będzie wam przychylny. Zostaniecie bohaterami, którym nie zabraknie monet ani dziewek do towarzystwa. Chciałbym, abyście poznali prawdziwy cel tej ekspedycji. Nie jest to podróż po skarby Maratonu, tak jak myśleliście, lecz po chimerę, która dzień temu zaatakowała nasz oddział zwiadowczy. Nie sądziliśmy, że schwytanie jej będzie takie trudne. Macie prawo się gniewać, lecz wiedzcie, że to nic nie zmieni, ponieważ musimy to przetrwać, razem!"

Wtem cały oddział wojskowy wstał i jak gdyby nigdy nic krzyknął jednym głosem:

"Signosequute!"

Według moich domysłów celem podróży była chimera, ponieważ stanowiłaby ona potężną broń w szeregach armii greckiej, co za tym idzie Grecja nie obawiałaby się żadnego wroga, nieważne jak licznego. Gorgony zapewniają przewagę tylko w walce na bliski dystans, zaś chimera jest wszechstronna i zmiotłaby każdego wojownika z drogi, za każdym razem zapewniając Grekom zwycięstwo. Moje obawy są uzasadnione, lecz najwidoczniej nikt ich nie podziela. Nawet jeśli uda nam się złapać chimerę, to nie wiemy jak długo utrzymamy ją w zamknięciu i czy uda nam się ją oswoić z biczem dowódcy. Moje wątpliwości co do tej wyprawy znacznie się pogłębiły. Nie jestem już pewien czy winien byłem się podjąć tego zadania, gdyż nie zależy mi na monetach, lecz odnajdywaniu nowych terenów dla dobra naszych metropolii. Szerokie myślenie prowadzi mnie do stwierdzenia, by jak najszybciej pojmać chimerę, żeby nie stracić życia za dnia lub nocy. Czuję się zdradzony - znając wątpliwe powodzenie tej wyprawy nie podjąłbym się jej. Nasze dni na tej wyspie mogą być policzone. Jeżeli chimera nas zaatakuje, wszyscy zginiemy z powodu nierozsądku kapitanów. Wkrótce pomówię z Hekarimem, aby dowiedzieć się co o tym myśli, a następnie z kapitanami, próbując przemówić im do rozsądku.

Erazm Valerian II - VII w. p.n.e.
 
Ostatnio edytowane przez moderatora: