Falkonera - rozmowy o świecie i nie tylko

  • Rozpoczynający wątek Rozpoczynający wątek dorocia
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
IIII WYSTARTOWALI!!!


Na horyzoncie znów pojawił się „nowy kontynent”, a razem z nim stara, dobrze znana karawana. Złotnicy bez marzeń o przygodzie, za to z sakwami bez dna, ruszyli zwartą kolumną — niemal połową całej mapy. Nie po to, by odkrywać nieznane czy mierzyć się z losem, lecz by postawić pałace na pustyni i gratulować sobie nawzajem potęgi.


Wchodzą w pełnej zbroi, z armią większą niż potrzeba, gotowi stoczyć epicką bitwę z… ciszą. Świat ma upaść szybko, najlepiej w miesiąc, żeby potem można było śmiać się przy ognisku, że znów „się udało”. Królestwo zdobyte bez oporu, chwała bez rywali, triumf nad nikim.

Bo jakże wielką trzeba mieć odwagę, by w czterdziestu procentach populacji całego świata ogłosić się bohaterami. Jakże doniosłe musi być uczucie zwycięstwa, gdy jedynym przeciwnikiem jest zegar odmierzający czas do zamknięcia świata. To nie wojna — to parada. Nie kampania — to pokaz mody, w którym wszyscy noszą ten sam złoty pancerz i biją sobie brawo.

A gdy kurz opadnie, a mapa zostanie wypalona do kości, pozostanie tylko echo śmiechu i pytanie: czy to była dominacja, czy tylko grupowe unikanie rywalizacji? Bo prawdziwy wojownik szuka bitwy, a nie lustra, w którym może podziwiać własne ego odbite w czterdziestu procentach serwera.
 
Bo to nie jest zakon wojowników ani bractwo legend. To karuzela, która od lat kręci się na tym samym bilecie. Ci sami ludzie, te same twarze, ten sam skład — jakby gra miała zapisany jeden sejw, którego nikt nie ma odwagi nadpisać. Lenistwo ubrane w rutynę, rutyna sprzedawana jako strategia.


Zbierają odznaki jak magnesy z wakacji — kolorowe, błyszczące, nic niewarte. Każda kolejna przypinka przypomina medal za przebiegnięcie pustego stadionu, gdzie nikt nie stanął na starcie. Nie uczą się, nie ryzykują, nie szukają nowych bitew — tylko odtwarzają ten sam spektakl, sezon po sezonie, dla własnego klubu wzajemnej adoracji.


To nie elita, to muzeum. Eksponaty stoją w tych samych gablotach, opisane tymi samymi nazwami, podziwiane wyłącznie przez siebie nawzajem. Światy padają szybko, bo szybciej nie da się uciec przed rywalizacją. A potem znów fanfary, znów śmiech, znów opowieść o wielkości — choć jedynym przeciwnikiem było własne lenistwo, skutecznie zamiecione pod złoty dywan.
 
Chyba że berserker padnie w szał bitewny rozgromi ich na cztery wiatry bo w gniewie berserker jest nie do zatrzymania
 
Powrót
Do góry