IIII WYSTARTOWALI!!!
Na horyzoncie znów pojawił się „nowy kontynent”, a razem z nim stara, dobrze znana karawana. Złotnicy bez marzeń o przygodzie, za to z sakwami bez dna, ruszyli zwartą kolumną — niemal połową całej mapy. Nie po to, by odkrywać nieznane czy mierzyć się z losem, lecz by postawić pałace na pustyni i gratulować sobie nawzajem potęgi.
Wchodzą w pełnej zbroi, z armią większą niż potrzeba, gotowi stoczyć epicką bitwę z… ciszą. Świat ma upaść szybko, najlepiej w miesiąc, żeby potem można było śmiać się przy ognisku, że znów „się udało”. Królestwo zdobyte bez oporu, chwała bez rywali, triumf nad nikim.
Bo jakże wielką trzeba mieć odwagę, by w czterdziestu procentach populacji całego świata ogłosić się bohaterami. Jakże doniosłe musi być uczucie zwycięstwa, gdy jedynym przeciwnikiem jest zegar odmierzający czas do zamknięcia świata. To nie wojna — to parada. Nie kampania — to pokaz mody, w którym wszyscy noszą ten sam złoty pancerz i biją sobie brawo.
A gdy kurz opadnie, a mapa zostanie wypalona do kości, pozostanie tylko echo śmiechu i pytanie: czy to była dominacja, czy tylko grupowe unikanie rywalizacji? Bo prawdziwy wojownik szuka bitwy, a nie lustra, w którym może podziwiać własne ego odbite w czterdziestu procentach serwera.