Sytuacja na świecie Lapitos

Grzegorzu ta wielka koalicja która powstała nie była wielka koalicja , zostało to wypracowane na przestrzeni czasu . Gadasz głupoty teraz niestety.
Żadnej osobie( mówię tutaj o swoim sojuszu )niczego nie można odmówić , jak trzeba było ścisnąć poglądy to były ściskane. Po rozbiciu całego wojska w 3 akcji która trwała w sumie 3 dni sojusz był odbudowany po 5 dniach i gotowy na kolejne uderzenie . Zaangażowanie było z każdej strony i to wiele razy . Rzucane Nereidy z zaangażowana na przemian po dwa razy . I tak właśnie tak powstaje różnica. Nie było marudzenia tylko ciężka praca.
Reasumując świat był w brew pozorom ciężki i mógł być jeszcze cięższy gdyby nie błędy popełnione przez anty koalicjantów , no i żeby tuptusiom chociaż w połowie się chciało tak jak nam to tez inaczej by to wyglądało .
I co najlepsze te małe rzucali które zaczęły ponad tydzień i ponad dwa tygodnie po rozpoczęciu świata czyli csw i kohorta urosły na dużej sojusze tez dzięki zaangażowaniu i swojej pracy - nie odpuszczali.
 
Przecież Wy graliście dla siebie. Niestety dla nas ta Wasza samodzielna gra akurat zbiegła sie z interesem NZ. I tyle. A skoro taka samodzielna gra w przypadku innych sojuszy również była po lini NZ to doprowadziła do nierównowagi na świecie której efekt mamy obecnie. Cześć sojuszy grała w koalicji a część zwyczajnie "wiozła" się na niej z szyldem samodzielnej gry :D
Tak. Tak mozna to okreslic. Ale moje twierdzenie o tym, ze tego swiata nikt nie wygra dotyczy rozumienia sensu dominacji. Jack Herer probowal Wam to tlumaczyc, ale nie dociera dlatego zabiliscie ten swiat . I nikt go nie wygra. W systemie cudakow ja nigdy nie zerwalem paktu bo slowo sobie cenie. Ale tam mogla wygrac koalicja. Tu nie zawarlem zadnego bo dominacja wymusza zrywanie paktow. Ciagle zmiany konfiguracji. Niestety wiekszosc tego nie rozumie. Dlatego to bedzie swiat bez zwycizcy.....no chyba ze teraz NZ wykosi swoich paktowiczow. Wtedy wygra
 
Grzegorzu ta wielka koalicja która powstała nie była wielka koalicja , zostało to wypracowane na przestrzeni czasu . Gadasz głupoty teraz niestety.
Żadnej osobie( mówię tutaj o swoim sojuszu )niczego nie można odmówić , jak trzeba było ścisnąć poglądy to były ściskane. Po rozbiciu całego wojska w 3 akcji która trwała w sumie 3 dni sojusz był odbudowany po 5 dniach i gotowy na kolejne uderzenie . Zaangażowanie było z każdej strony i to wiele razy . Rzucane Nereidy z zaangażowana na przemian po dwa razy . I tak właśnie tak powstaje różnica. Nie było marudzenia tylko ciężka praca.
Reasumując świat był w brew pozorom ciężki i mógł być jeszcze cięższy gdyby nie błędy popełnione przez anty koalicjantów , no i żeby tuptusiom chociaż w połowie się chciało tak jak nam to tez inaczej by to wyglądało .
I co najlepsze te małe rzucali które zaczęły ponad tydzień i ponad dwa tygodnie po rozpoczęciu świata czyli csw i kohorta urosły na dużej sojusze tez dzięki zaangażowaniu i swojej pracy - nie odpuszczali.
Tego nikt nie neguje. Tylko, ze te sojusze powinny w tym systemie grac dla siebie, a nie dla NZ
 
A Wy dla kogo graliście?
Dla siebie. Tylko ze Don Kichot zgodnie z logika byl w tym osamotniony. Co oczywiscie bylo wiadomo od poczatku. Jedynie jeszcze CSW moze byc troche usprawiedliwione bo przynajmniej na poczatku nikogo innego do bicia nie mialo niz Tuptusie. Ale juz umowa z NZ byla naganna.
 
Ostatnia edycja:
Tu jeszcze sprzedam tajemnice alkowy zeby gracze Dezerterow mieli swiadomosc. Byla propozycja zeby Don Kichot przestal bic Dezerterow i pomogl koalicji anty NZ. Na to nie zgodzil sie Yavus. Czyli tak nie do konca bylem zukladowany z NZ.
Nie wierzę, że Wielki Lew zaprzepaścił jedyną i zapewne ostatnią okazję na odwrócenie sytuacji na świecie. On nie popełniłby takiego błędu, to niemożliwe.
 
Gra każdego sojuszu ma wpływ na sytuację na świecie - mniejszą lub większą. Tak było między innymi i z Wami. Tą gra dla siebie niejako wpasowaliście sie w grę dla NZ - pomijam fakt, że w niewielkim stopniu (bo tak jak napisał Intruzor - sami doszli do tego co mają zaangażowaniem i systematyczna pracą) ale jednak.
Co do zasady masz racje - sojusze powinny grac dla siebie, ale nie może sie to dziać w oderwaniu od sytuacji na serwerze, bo jeżeli wysuwa sie lider to cała reszta powinna dążyć do przystopowania go, a nie z klapkami na oczach patrzeć na czubek swojego nosa nie bacząc na to co się dzieje do okola :)
 
Tak czy inaczej, jeżeli plotki z tego forum potwierdza się i Tuptusie oraz CK zniknie z serwera to sytuacja dotychczasowych paktowiczów i tych wiozących sie na plecach koalicji NZ moze stanąć pod znakiem zapytania - bo kiedyś szaraki sie skończą, a wtedy trzeba będzie zapewnić dalszą rozrywkę graczom z sojuszu. Na kogo wypadnie? ;)
 
Gra każdego sojuszu ma wpływ na sytuację na świecie - mniejszą lub większą. Tak było między innymi i z Wami. Tą gra dla siebie niejako wpasowaliście sie w grę dla NZ - pomijam fakt, że w niewielkim stopniu (bo tak jak napisał Intruzor - sami doszli do tego co mają zaangażowaniem i systematyczna pracą) ale jednak.
Co do zasady masz racje - sojusze powinny grac dla siebie, ale nie może sie to dziać w oderwaniu od sytuacji na serwerze, bo jeżeli wysuwa sie lider to cała reszta powinna dążyć do przystopowania go, a nie z klapkami na oczach patrzeć na czubek swojego nosa nie bacząc na to co się dzieje do okola :)
No wlasnie o to chodzi. A tutaj Kohorta, CSW i Ocenzurowani od razu zgodzily sie na role sojuszy podleglych. Don Kichot niechcac tez pomogl. Spora lipa to wszystko. Z tym , ze my jestesmy w g.... po kostki, a te wyzej wymienione po szyje ;). Nikogo nie obrazajac, to tylko goła prawda.
 
Tak czy inaczej, jeżeli plotki z tego forum potwierdza się i Tuptusie oraz CK zniknie z serwera to sytuacja dotychczasowych paktowiczów i tych wiozących sie na plecach koalicji NZ moze stanąć pod znakiem zapytania - bo kiedyś szaraki sie skończą, a wtedy trzeba będzie zapewnić dalszą rozrywkę graczom z sojuszu. Na kogo wypadnie? ;)
Najpierw Don Kichot. Potem moze juz wystarczyc procencikow zebranych z graczy calej koalicji. Taka jest zdaje sie umowa. I zaden sojusz nie wygra. Co bylo do udowodnienia ;)
 
Don Kichoty zdecydowanie uczestniczyły w tej nierównej walce przeciągając szalę w stronę zbiorowiska, chcieli jak to mówione było ugrać coś dla siebie, no a tak naprawdę sami kopali pod sobą dołek:confused: koniec końców nie ma dalej pewnej informacji, że to zakończenie przygody Tuptusi czy to Dezerterów
 
gmkgmk
Nie zgodzę się z takim postawieniem sprawy. W Grepo nie ma miejsca na granie samemu sobie. Każdy sojusz powinien mieć z tyłu głowy że walczy o końcowe zwycięstwo, ale to nie wyklucza konieczności współpracy między sojuszami. Dyplomacja jest kluczowym aspektem tej gry i jeśli ją nieumiejętnie prowadzić to automatycznie skazujesz sojusz na porażkę. Zresztą.. kiedy ostatni raz wygrałeś jakiś świat? Dawno temu, co? Można powiedzieć że Tuptusie posłuchały Twoich rad, nie próbowały na początku zbudować kontrkoalicji i dlatego przegrały. Gdy się odezwali na przykład do nas już było za późno.

Ze swoimi Don Kichotami uciekliście na sam skraj świata, w najnudniejsze miejsce na mapie. Jak się przenosiliście na peryferia m44 (nawet nie do centrum morza, ale na peryferia) to było to najłatwiejsze morze na świecie - spokojnie mogliście sobie tam grać bez paktów, bo z całym szacunkiem dla Awanturników to byli znacznie słabsi od Tuptusi, CK czy NZ. Pamiętam jak jeszcze na początku grudnia tłukłem do głowy Sparowowi, aby wbijał na m44 póki jest tam miejsce - gdyby to zrobili wtedy to teraz by byli w dużo lepszym położeniu. Nie ogarnął tematu i wprowadzili się tam Dezerterzy. Jego strata.

Pozycja którą wybrałem dla CSW była nie do obronienia bez pomocy ze strony NZ - choćby tylko psychologicznej. Z wysp startowych Tuptusi na nasze startowe ogniami płynie się tylko nieco ponad godzinę. Gdy my zakładaliśmy nasze pierwsze miasta Manfred miał już ich 6. Do centrum świata mamy tyle samo co Don Kichot, ale nasze morza się "odrobinę" różniły. Nikt nie przewidywał że Tuptusie tak szybko pękną, ale zanim my na nich polecieliśmy razem z NZ to zdążyli zrobić dwie akcje na nas. Słabe, ale jednak. Próbowali. A na Was ktoś zrobił akcję? My wchodząc na świat wybraliśmy na swojego wroga najsilniejszy sojusz na serwerze i jeszcze zdążyliśmy się z nimi pobawić trochę. Wy za to gdy dołączyliście do Koalicji to wybraliście stronę zdecydowanie silniejszą, więc nie porównuj się proszę do nas. Może i obecnie wyglądamy podobnie, ale przeszliśmy bardzo różne drogi.

Jeśli Ci to poprawia samopoczucie to możesz nazywać wszystkich wkoło sługusami NZ, ale ja się nigdy nie uważałem za ich sługusa. Moje postrzeganie świata jest w sumie bardzo podobne do Twojego - tyle że my nie mieliśmy takiego luksusu jak wy, że mogliście w spokoju zbudować swoją bazę i dopiero gdy będziecie gotowi to wyruszyć na wojnę.

Co do NZ - to są dobrym paktowiczem, a my staramy się im odwdzięczyć tym samym. Mamy wspólnego wroga, z którym się mieliśmy bić przez cały świat, ale niestety wróg okazał się papierowym smokiem tylko. Gdy go zabraknie to będę myślał co dalej - póki co walczymy razem.

Dotychczasowe propozycje, które padały od Tuptusi (i nie tylko) polegały na próbie nakłonienia nas do zmiany stron, ale to przecież z naszego punktu widzenia byłby strzał w kolano. Zamienić bycie "sługusem" NZ na bycie "sługusem" Tuptusi? Żaden interes. Tym bardziej że my mamy bardzo krótki front z NZ w porównaniu do naszego frontu z Tuptusiami i stalibyśmy się dla Tuptusi tym czym jest Kohorta dla NZ - zapleczem def. Nie opłaca nam się taki układ.

Bo oczywiście nie wierzę że Tuptusie (i CK) by chciały być naszymi "sługusami". To nie wchodziło w grę. PON z nimi? I zamknąć sobie możliwość nabijania na nich PW i rozwoju na m45? Jeśli CSW chce mieć choć cień szansy na końcowe zwycięstwo to my musimy się bić z Tuptusiami. Zresztą patrzeć jak z tygodnia na tydzień zmieniają swój stosunek do nas... bezcenne. "Co to za marny sojusz nam na plecy garudoo wrzucił" (Manfred) i "Są na dwie akcje" (Gwiazda) do "Rozdajecie karty" (Sir Kolin). Warto było :p

PS. nam NZ nie obiecało koronek. Obiecali nam coś lepszego, ale co - to na razie zachowam dla siebie :)
 
Tu jeszcze sprzedam tajemnice alkowy zeby gracze Dezerterow mieli swiadomosc. Byla propozycja zeby Don Kichot przestal bic Dezerterow i pomogl koalicji anty NZ. Na to nie zgodzil sie Yavus. Czyli tak nie do konca bylem zukladowany z NZ.
Nie wiem co bierzesz, ale szkodzi to tobie bardzo. Moi drodzy. Nie było żadnej oficjalnej propozycji ze strony Don Kichot, nikt reprezentujący nie odezwał się do mnie czy też do innego członka rady bezpośrednio z taką propozycją: NIKT. Swego czasu podejmowałem rozmowy (po fuzji z awanturnikami) z panem gmartem - usłyszałem jakieś farmazony na temat równowagi na świecie, chęci walki z NZ. Proponowałem nawet jakieś miasta z dolotem na front by umożliwić walkę. Gmart wkleił mi wtedy raport z podburzonego i zadeffowanego miasta Perteusa i stwierdził, że taka walka nie ma sensu. I sam ci gmart po tym napisałem, że tym sposobem pomagasz NZ, a osłabiasz koalicję walczącą z nimi..Myślisz jedno, robisz drugie...ale jest to sprzeczne ze sobą. Wtedy przegapiłeś idealny moment na zmianę sytuacji i złapanie równowagi o jakiej piszesz...a swoim działaniem doprowadziłeś do osłabienia koalicji walczącej z NZ. Taka jest prawda.
PODSUMOWUJĄC: dorośli ludzie rozmawiają ze sobą. Jak kiedyś miałem sprawę do gmarta to się odezwałem choć nie darzę go sympatią. Więc do czego miałem się odnieść i jaką propozycję odrzucać skoro nikt się nie odezwał?
 
miałem nie komentować, ale nie lubię jak ktoś się chełpi cudzymi sukcesami. Więc żeby nie było: Wy nie byliście naszym przeciwnikiem, Wy - podgryzając z bokowca - przeszkadzaliście nam* w wojnie z NZ. A że gryzliście zawsze przy akcjach NZ, to i miasta zabieraliście, czego odmówić Wam nie można. Tu już decyduje czysta matematyka..... (argumenty o współpracy w koalicji za 3,2,1....)

choć btw - czasem i nie bronione miasto trudno jest podbić ;)

[*nam - czyli tuptusiom; bo o ile wiem, to kasyno tu nie grało, choć w adwokata kasyna bawić się nie zamierzam]
Nie chełpię się cudzymi sukcesami....wystarczą mi swoje.

CSW wylądowało na zapleczu silnej ekipy (tuptusie) i to później niż ta ekipa., wiec dysproporcja sił na początku była bardzo duża. Najbliższy sojusznik (NZ) daleko i na początku zastanawialiśmy się tylko kiedy "nasz przeciwnik" czyli Tuptusie poleci na na nas na porządnej akcji i zmusi do głębokiej deffensywy.
Specjalnie dałem słowa nasz przeciwnik w cudzysłów.
Napisałeś że my dla was nie byliśmy przeciwnikiem, że przeszkadzaliśmy wam w wojnie z NZ.
I tu tkwi klucz do waszej klęski.
Widzisz.....wy byliście naszym przeciwnikiem....i to tak naprawdę jedynym. I nie lekceważyliśmy was.
Klepalismy deffa, robiliśmy zaplecze na 46 morzu i cały czas mieliśmy świadomość że prędzej czy później będziemy walczyć.

A wy zamiast na samym początku polecieć mocną akcją na nas i zepchnąć nas na 46 (ktoś od was już nawet o tym pisał tu na forum) to woleliście polecieć na Garudoo.....ale on był na to przygotowany.

ale to już historia....i to z smutnym zakończeniem.
Świat jeszcze dobrze się nie rozkręcił a główna ekipa wywiesza białą flagę.
Jak tak będzie na kolejnych światach to zastanawiam się czy jest sens grania w tą grę
 
Tak czy inaczej, jeżeli plotki z tego forum potwierdza się i Tuptusie oraz CK zniknie z serwera to sytuacja dotychczasowych paktowiczów i tych wiozących sie na plecach koalicji NZ moze stanąć pod znakiem zapytania - bo kiedyś szaraki sie skończą, a wtedy trzeba będzie zapewnić dalszą rozrywkę graczom z sojuszu. Na kogo wypadnie? ;)
No to fakt, gra będzie nudna.
Dlatego ja jestem za opcją wejścia za tymi wszystkimi, co się poddają na tym serwerze na nowe światy i walczyć z nimi dla zabawy. Tak dla zabawy, bo jeśli ten świat ma trwać rok czy więcej, to tu połowa graczy skończy grę. Zostaną najwytrwalsi i będą budować domki. A jeśli tu budowanie domków zbiegnie się z zabawą na innym serwerku to możemy się jeszcze długo tak pobawić :)